Strona Stowarzyszenia Rodzina 19 Pułku Ułanów Wołyńskich

Ułan Wołyński marzec 2017 rok Nr 60



Spis treści
PIŁSUDSKI KAZIMIERZ ANDRZEJ CZYŻOWSKI
STUDIUM PSYCHOLOGICZNE O SZARŻY POD ROKITNĄ Gen. bryg. dr STANISŁAW ROZTWOROWSKI
NIEKTÓRE EPIZODY WALK JAZDY WOŁYŃSKIEJ
PŁK. KAROLA RÓŻYCKIEGO W KORPUSIE GEN.
SAMUELA ROŻYCKIEGO W 1831 R.
HANNA IRENA ROLA RÓŻYCKA
ŚWIĘTO ZESPOŁU SZKÓŁ NR 70 W RADOŚCI br im. 19 PUŁKU UŁANÓW WOŁYSKICH UROCZYŚCIE
OBCHODZONO 10 LISTOPADA 2016 R.
STEFAN SARNA
ŁOPATYN – APEL HANNA IRENA ROLA RÓŻYCKA
GRUDZIĄDZKIE KAWALERYJSKIE SPOTKIE W OBIEKTYWIE JAN BIELICKI



PIŁSUDZKI

Nadludzkimi trudami po ludzku zgarbiony,
od dzieciństwa płonący jak żywa pochodnia,
urodzony z przeszłości, w przyszłość rozpędzony
nad dniem naszym zawisnął, jak gwiazda przewodnia
Nad dniem naszym z wyroku historii zawisnął,
by budzić w Narodzie przeszłych klęsk mścicieli
i szablą wyostrzoną szaleństwem zabłysnął,
zanim żar się wolności w niewoli spopielił.
Piorunami uderzył w wynarodowienie
opuchłe kwaśnym chlebem i wodą niewoli
bagnetem porozpruwał martwe dziejów cienie
by żywą z nich wydobyć grudę polskiej soli.
Płonącymi żagwiami stosu bohaterów
przepalił pieśń letargu aż po krzyk narodzin,
a porwawszy niemowlę w rzędy tyralierów,
nauczył je kowania w boju życia godzin.
I nareszcie z ziem wyparłszy niezłomnie granice,
zgarbiwszy się po ludzku w trudzie ponadludzkim,
zerwał z Ducha Narodu milczenia przyłbicę
i stał się Jego Słowa Tworzeniem – PIŁSUDSKIM.

Wiersz ze zbioru „W BLASKU LEGENDY” Wydawnictwo Spotkania. Paryż 1988



STUDIUM PSYCHOLOGICZNE O SZARŻY POD ROKITNĄ

Gen. bryg. dr Stanisław Roztworowski (1888-1944). We Fryburgu uzyskał doktorat z chemii. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1913 r. uzyskał dyplom doktora filozofii. Od 1914 r. związany z Legionami Polskimi. Brał udział w walkach pod Mołotkowem, Sokołówką, Jaworowem, Żabim, Ökörmezö. W 1915 na Bukowinie uczestniczył w zdobyciu Kirlibaby. W lutym 1916 przydzielony do Departamentu Wojskowego NKN w Piotrkowie. W 1917 r. członek Rady Regencyjnej. Od listopada 1918 do stycznia 1920 pełnił wiele funkcji w Wojsku Polskim. Od grudnia 1920 do kwietnia 1921 r. szef sztabu Obrony Plebiscytu na Śląsku potem szef sztabu Naczelnej Komendy III Powstania Śląskiego. W 1923 po ukończeniu Wyższej Szkole Wojennej przeniesiony do 15 Pułku Ułanów Poznańskich. W 1924 roku został szefem sztabu 14 Wielkopolskiej Dywizji Piechoty. W następnych latach z-ca dowódcy 2 Pułku Strzelców Konnych, dowódca 27 Pułku Ułanów, dowódca 22 Pułku Ułanów Podkarpackich. W 1931 r. awansowany do stopnia pułkownika. Z dniem 31 sierpnia 1935 przeniesiony w stan spoczynku. We wrześniu 1939 r. dowodził obroną przeciwlotniczą Kalisza, następnie uczestniczył w obronie Warszawy. Uniknął niewoli i przez Łotwę i Szwecję dotarł do Paryża. Skierowany do pracy bazie łączności w Bukareszcie organizował ewakuację polskich żołnierzy do Francji i przerzuty kurierów. W 1942 r. szlakiem kurierskim przybył do Warszawy. Po zameldowaniu się w Komendzie Głównej AK przyjął pseudonim „Odra”. Od Października 1943 r już, jako generał brygady pełnił funkcję inspektora na obszarze Krakowa i Śląska. W kwietniu 1944 gen. Stanisław Rostworowski przeniósł swój punkt dowodzenia do Krakowa. Po wybuchu Powstania Warszawskiego objął kierownictwo na obszarze okręgu krakowskiego następnie, Śląska i Zaolzia. W dniu 11sierpnia 1944 r. został zatrzymany przez Gestapo. Zamordowany podczas przesłuchania w nocy z 11 na 12 sierpnia1944 r.


Gen. bryg. dr Stanisław Roztworowski


STUDIUM PSYCHOLOGICZNE O SZARŻY POD ROKITNĄ


       Fakty przedstawiają się następująco:
Jest dziewiąty miesiąc wojny dla 2-go szwadronu ułanów Legionów Polskich. Rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz - jako dowódca – wysyła dnia 12 czerwca 1915 roku o świcie patrole na wzgórza koło wsi Rokitna oraz pod las Dołóżok na granicy Bukowiny i Besarabii. Wracają one ostrzelane i meldują, że stwierdziły umocnioną pozycję obronną Rosjan. Przed południem dochodzi na wzgórza położone między wsiami Rarańcza, a Rokitną czoło 2- giej Brygady Legionów i piechota jej rozpoczyna natarcie poparte artylerią. Trwa ono cały dzień, noc i przez rano następnego dnia 13 czerwca.
       Bez rezultatu. Ogień broni maszynowej i ręcznej oraz artylerii nie pozwalają posunąć się bliżej, jak na stok tuż na wschód od rzeczki Rokitny. Dwa szwadrony ułanów legionowych trzymane w odwodzie śledzą ze wzgórz za wynikami walki i są świadkami bezowocnych zmagań piechoty. O godzinie 12.30 Szef Sztabu Brygady kapitan Vagasz wzywa rotmistrza Wąsowicza i daje mu rozkaz zdobycia okopów pod Rokitną – szarżą konną. Piechota ma iść w ślad za ułanami, artyleria wesprzeć natarcie. Rotmistrz Wąsowicz wraca do szwadronów, podaje komendę „ na koń!”, sprowadza kolumnę czwórkami ostrym kłusem w dolinę rzeczki Rokitny, skacze przez potok, pociągając za sobą szwadrony, a mijając przyduszoną we wnękach ziemi piechotę podaje komendę „2 –gi szwadron w tyraliery, 3- ci szwadron w rezerwie, szable w dłoń! do szarży – marsz – marsz!”. Z czterech piętrowo rozbudowanych – na wznoszącym się w górę błoniu okopów rosyjskich zrywa się gwałtowny ogień. 2 - gi szwadron rusza cwałem, 3 -ci szwadron skręca pod domy wsi Rokitny.
      Szarżujących jest siedemdziesięciu pięciu. Do czwartego okopu dojeżdża dziewięciu. Rosjanie rzucają broń, widząc jednak garstkę, chwytają znowu za karabiny. Ułani pod ich strzałami skręcają wzdłuż okopu, do wsi, pięciu ich wróci bez ran do własnej linii. Na błoniu między okopami leży 17 zabitych, w tym wszyscy oficerowie z dowódcą na czele, dwudziestu rannych, ponad czterdzieści koni legło zabitych lub upadło przy skakaniu okopów.
       Robi się cisza. W nocy Rosjanie wycofują się o 30 kilometrów na wschód pod Chocim – oddając pole bitwy 2 Brygadzie Legionów. W szarzy pod Rokitną mamy przykład wykonania rozkazu, kierującego cały oddział na śmiertelne niebezpieczeństwo, choć z możliwością powodzenia.
      Rozkaz zostaje wykonany natychmiast po bohatersku, jak przystało na stara gwardię. Całe pokojowe wyszkolenie i wychowanie ma na celu, by rozkazy podobne były tak wykonywane. To też warto oddzielnym studium, które nazwałem psychologicznym, rozpatrzyć, jakie czynniki złożyły się na czyn pełen chwały rokitniańskich ułanów. W każdej bojowej pracy rozróżniać trzeba czyn wodza i czyn oddziału. W tej, więc myśli zanalizuję kolejno psychologię rotmistrza, a potem zbiorową psychologię jego szwadronu. Rotmistrz Dunin Wąsowicz nie był typem określanym przez Niemców, jako „Hudegen”. Nazwa ta stosuje się do kawalerzysty, który bez zastanowienia gotów jest zawsze wystrzelić, jak korek z butelki szampana. Są to bracia Kiemlicze z „Potopu”, którzy pytają tylko, „kogo prać ?”. Są to charaktery proste, nieskomplikowane. Rtm. Wąsowicz takim nie był. Na podstawie historii bojowej 2- go szwadronu łatwo dowieść, że psychologicznie stanowił typ inny, raczej refleksyjny.
       Pod Cucyłowem w październiku 1914 roku wstrzymuje już puszczoną szarżę, by przerzucić ułanów do walki pieszej. Spostrzegł, bowiem, że prowadzi samodzielnie działający na tyłach wroga szwadron na całą brygadę kozacką rozwiniętą na błoniu.
       W czasie bitwy Mołotkowskiej wysunięty dla ubezpieczenia lewej flanki piechoty – zajmuje wzgórze Hyga trzyma je nie wiążąc się zupełnie w tocząca się u stóp góry walkę. Pod Tłumaczem, wysłany w zapadającą ciemną noc marcową na obejście z dwoma szwadronami przez lasy – daje się na półtorej godziny zatrzymać strzałami słabej wysuniętej placówki kozackiej.
       Przy wypadzie prowadzonym z Jasieniową przez Riczkę na Huculszczyźnie w styczniu 1915 roku po bardzo przykrym przemarszu 20 – kilometrowym przez dzikie górskie przełęcze – na wiadomość o wysuwającej się sotni kozaków w wąwozie prowadzącym na tyły naszego celu – Sokołówki- zarządza postój, a potem marsz powrotny. Z trzech ostatnich działań wracamy pełni rozgoryczenia i żalu do dowódcy, za zbytnią ostrożność i brak czynnego wystąpienia. Te przykłady wskazują na to, że rtm. Wąsowicz umiał działać ostrożnie i bynajmniej nie szukał sposobności do walki tam, gdzie uważał, że swe zadanie jest w możności wypełnić bez strat.
       A pomimo to do szarży na niezdobyte prze piechotę okopy – rzuca się bez chwili wahania i namysłu. Jakie wpływy zdążyły wytworzyć jego psychologię – oto problem do rozpatrzenia.
       Znając z licznych rozmów i tylomiesięcznego obcowania na wspólnych kwaterach wojennych przebieg życia i sposób myślenia naszego dowódcy, widzę tu wpływy następujących czynników:
1. Tradycji rodzinnej i tradycji broni jezdnej.
2. Przebieg wyszkolenia w szeregach kawalerii austriackiej.
3. Ideowości wytworzonej w Związku Strzeleckim i Legionach.
4. Poczucia karności wojskowej.
5. Poczucia wyższości nad przeciwnikiem i atmosfery zwycięskiej ofensywy.
6. Walorów osobistych, zdolności do ryzyka i odwagi.
       ad 1. Tradycje rodzinne Wąsowiczów były pod względem wojskowym rzeczywiście piękne. Pradziad jego służył pod Napoleonem i odwagą wyróżnił się wśród tysiąca innych. Jego to wybiera Napoleon na dowódcę swej eskorty w powrocie z Moskwy do Paryża. Polski szwadron Wąsowicza ma torować drogę przez kraj zalany podjazdami kozackim. Wie, że Wąsowicz jest oficerem zdecydowanym na wszystko i że można mu zaufać. Tradycje napoleońskie są w naszym rotmistrzu niezmiernie żywe. Wielokrotnie wspomina z zazdrością o ówczesnych szarżach. Wyraża wielokrotnie żal, nie danym mu było żyć wśród chwały Szwoleżerów spod Somosierry czy złotych kirasjerów Małchowskiego z bitwy nad rzeką Moskwą, gdy to szarżowali rosyjską redutę. Współczesna wojnę ocenia za nienadającą się do takich pięknych bohaterskich czynów. Tradycja przedrozbiorowej jazdy polskiej jest mu znana, choć wychowany w szkołach austriackich nie miał możności zapoznać się z nią dokładniej. Wie tylko ogólnie o tym, bitwy pod Chocimiem, Kłuszynem czy Wiedniem – rozstrzygała szarża jazdy polskiej. Ale i to wystarczy.
       ad 2. Austriacka szkoła oficerska i służba późniejsza w huzarach węgierskich, a potem w 13 pułku ułanów miała bezwarunkowy wpływ na ukształtowanie się wojskowego sposobu myślenia. Za walkę godną kawalerzysty uznawana jest tam tylko szarża konna. Wszystkie manewry uczą o tym dobitnie, choć sztuka władania białą bronią przez dziwną nie logiczność nie jest w poszanowaniu. Walka piesza jest w pogardzie, na służbę rozpoznania mniej zwracano uwagi, natomiast, natomiast wpajano tęsknotę do walki wręcz i kształcono ducha zaczepnego. Epizody takie, jak trzymanie całej zmasowanej 4- dywizji kawalerii w sierpniu 1914 roku przez generała Zarembę – po komendzie „szable w dłoń” – i to przez cztery godziny, dla utrzymania „pogotowia bojowego do walki”- są charakterystyczne dla ówczesnej szkoły kawalerii austriackiej. Marzenia o szarży kawaleryjskiej nie odstępowały więc i z tego względu rotmistrza Wąsowicza nigdy, a przez dziewięć miesięcy wojny nie dały mu się urzeczywistnić.
       ad 3. Ideowością Związku Strzeleckiego przejął się Wąsowicz po opuszczeniu austriackiej armii i wstąpieniu wraz z bratem Bolesławem do plutonu strzeleckiego w Brzeżanach. Ideologia walki czynnej za Ojczyznę, konieczność ofiar, wiara w to, że Legiony są kadrą przyszłej armii polskiej a więc, że każdy nasz ówczesny czyn jest zarazem budowaniem nowych tradycji – były u niego już bardzo silne. Pomimo pewnych form zewnętrznych i pewnych pozostałości austriackiego pokroju – był on jednym z najmocniej ideowych oficerów Legionów, należał do elity, która stanowiła o wartości moralnej całej grupy. Dla dobra Polski ważyć swoje życie i innych uważał za rzecz zupełnie naturalną i prostą.
       ad 4. Poczucie karności wojskowej rotmistrza Wąsowicza wyrobiło się w szkole oficerów zawodowych. Było ono odmienne od niż dyscyplina legionistów niewyszkolonych wojskowo, lub oficerów armii niemieckiej, rosyjskiej czy francuskiej. Legionista spełniał rozkaz, wychodząc z założenia, że jeśli ochotniczo zgłosił się do szeregów- to wypada mu już słuchać. Chętniej słuchał przełożonych legionowych niż komendy austriackiej. Nie trzeba przytaczać przykładu karności Komendanta Piłsudskiego, jako zbyt znanego, ale wystarczy przypomnieć rozkaz ówczesnego pułkownika Zielińskiego, późniejszego generała broni, przebywającego w Brygadzie w okresie Rokitny bez określonej funkcji, wydawał się dla nas wszystkich bardziej obowiązującym od rozkazów właściwego dowódcy narzuconego przez Komendę Armii austriackiej – zresztą bardzo dzielnego oficera - płk Kuttnera. Na ogół dyscyplina bojowa w II Brygadzie była bez zarzutu, dyscyplina porządkowa, gospodarcza a przede wszystkim ideowa wobec Austriaków, raczej wątpliwa. Rtm. Wąsowicz miał za sobą szkołę dyscypliny austriackiej. Polegała ona na tym, że rozkaz otrzymany wypełniało się mniej lub więcej sumiennie, ale równocześnie głośno krytykowało decyzje przełożonych. Żadna armia nie miała tylu dykteryjek i „generał-trottlach”, o bezmyślnych wołach, które znalazły się przypadkiem w Sztabie Generalnym i t.p. Była to prosta konsekwencja obsadzania najwyższych stanowisk dowódczych w wojsku arcyksiążętami nie mającymi żadnych kwalifikacji wojskowych. Nasz dowódca, pod wpływem takiej szkoły, krytykował głośno wobec swych podkomendnych prawie każdy otrzymany rozkaz, ale wypadku nie było, by go nie wykonał z największą energia spełnienia. Rozważając powyższe okoliczności nasuwa się przypuszczenie, że wszczepiona dyscyplina nie była w danym konkretnym wypadku najważniejszym bodźcem w wykonaniu tak bohaterskiej szarzy na okopy. Karność zabarwiona krytyka kryje to niebezpieczeństwo, że w tym okresie wojny, a wiec nie na jej początku, gdy to entuzjazm i nieznajomość niebezpieczeństwa były inne – na dziesięciu oficerów austriackich, którzy by otrzymali podobny rozkaz, ośmiu wyraziłoby swoje oburzenie na tak samobójcze zadanie, a z tych pięciu rozpoczęło by szarżę i zameldowało o niemożności jej wykonania, z dziesięciu oficerów rosyjskich przynajmniej ośmiu wykonało by rozkaz bez żadnego wahania. Jeżeli w tym wypadku nasz dowódca tak ochoczo odskoczył do ataku, wyglądającego wyjątkowo groźnie – to śmiem twierdzić, że wszystkie inne czynniki psychiczne, a więc tradycja, ideowość legionowa, ambicja kawaleryjska - były silniejsze niż sama dyscyplina.
       ad 5. Poczucie wyższości nad przeciwnikiem było następstwem otaczającej nas atmosfery zwycięstwa. Po pamiętnym dla nas ciężkim odwrocie dokonanym w maju, na skutek przerwania front nie naszego, lecz sąsiadów – po okresie walki pozycyjnej nad Prutem-rozpoczęta w Hlinicy w dniu 6 czerwca ofensywa zaznaczyła się pięknymi zwycięstwami. Udane rozwinięcie z przyczółka mostowego, bój pod Zadobrówka z rozkazem dowódcy Korpusu Generała Kordy „ o pięknym dniu polskiego zwycięstwa”, widok całych batalionów rosyjskich branych do niewoli przez patrole nasze, zajecie przez nasz dywizjon kawalerii rzucony do pościgu pięknego miasteczka Sadogóry – wszystko to wytworzyło nastrój zwycięski, który jeszcze nie usechł w ciągu tak mozolnie prowadzonej dwudniowej bitwy o Rokitnę. Podczas, gdy nasza piechota po sześciu dniach i nocach marszów, bitew, ataków na bagnety, głodowania i bezsensowności „skończyła się”- to kawaleria jeszcze trzymała się nerwowo. Postój na górze na polu lucerny wśród słonecznej pogody tuż przed szarżą był pełen uśmiechu i wesołych ułańskich dowcipów. Poczucie powodzenia wytworzyło zaufanie do wyższego dowództwa krakowskiego Korpusu przed wojną zżył się ze społeczeństwem polskim, w obecnie w czasie bitew dojeżdżał do pierwszej linii, dzieląc z wojskami i niebezpieczeństwa i trudy pozyskał większy autorytet niż inni, poprzedni, a w czołowych odcinkach nigdy niewidywani dowódcy. Szef sztabu Brygady, rotmistrz węgierskich huzarów Vagasz, zdobył sobie tez zaufanie odważnym poprowadzeniem naszych szwadronów przed dwoma dniami na mocny wypad i zajęciem przez zaskoczenie ufortyfikowanej i odrutowanej pozycji za Sadogórą koło wsi Szancen. Sądzę, że rozkaz o szarzy podany z jego ust brzmiał krótko, ostro i dobitnie. Nastrój zwycięstwa wytwarza wyższą temperaturę na wojnie i sam przez się jest płodny w bohaterskie czyny.Wszystkie te czynniki razem wzięte nie były by miarodajne gdyby nie ostatni – osobiste zalety rotmistrza Wąsowicza, jako dowódcy. Wąsowicz lubił hazard. Był zamiłowanym graczem. Ta cecha charakteru wiele mu w życiu sprawiła przykrości, ale na wojnie w decydującym momencie nie była bez znaczenia. Ale przede wszystkim był to wybitnie odważny osobiście żołnierz. Pod Cucyłowem, wśród ostrej wymiany kul, gdy myśmy leżeli po rowach przydrożnych – on chodził środkiem szosy, czuwając nad przebiegiem całości walki. Będąc ostrożnym w szafowaniu życiem podkomendnych – sam na gwizd pocisków nie czuły. I dlatego tak śmiało poprowadził na swej gniadej „Hochli” 2 szwadron dla zdobycia ziejących ogniem okopów. Na psychologię oddziału ułanów, jadących za swym rotmistrzem do szarzy, składały się następujące czynniki:
1) ideowość;
2) poczucie tradycji broni;
3) Zwartość wewnętrzna szwadronu;
4) Wiara w szczęśliwa gwiazdę;
5) Ambicja wielkiego czynu;
6) Doświadczenie bojowe i odwaga żołnierska. Ideowość szwadronu jak całych Legionów, była jego największą siłą.
       Ochotnicza służba dla Ojczyzny, wysoki poziom umysłowy – na 110 ułanów wyjeżdżających z Krakowa 96 miało skończoną maturę lub uniwersytet tworzyła z tego szwadronu raczej oddział oficerski, niż przeciętny liniowy. Ideowość miała po blisko rocznych walkach i to nie tylko bojowych, ale dużo gorszych – moralnych – inna treść niż na początku wojny. To nie był już słomiany ogień, nie poryw do wojaczki, raczej na zimno wyrachowany upór w dotrwaniu. Był to nastrój z pieśni I Brygady: ”my życia los, rzuciliśmy na sto, na stos!”.
       W czerwcu 1915 toku widoki na odzyskanie niepodległości były jeszcze bardzo małe, a najgorsze ustosunkowanie się do problematu polskiego zarówno ze strony Rosji, jak Niemiec i Austrii, ogólnie znane. Mało kto z nas oczekiwał, ż wojna światowa przyjmie tak korzystny obrót dla nas, jak to się stało przez pogrom Rosji na wschodzie a klęskę Niemiec na zachodzie. Większość z nas widziała przed sobą jeszcze bardzo daleką i ciernistą drogę dowolności narodu, ale prawie wszyscy zdawali sobie jasno sprawę z tego, że w niewolnej Polsce żyć już nie potrafią. Zakosztowali już wewnętrznej, moralnej niepodległości ducha przez walkę w polskim mundurze i pod jarzmo wracać nie byli już w stanie. Raczej śmierć!
       Poczucie tradycji było w całym oddziale bardzo silne. Duży odsetek ułanów zobowiązany był do dzielności tradycją rodzinna. I tak wachmistrz Sokołowski był wnukiem wachmistrza Sokołowskiego z 1 pułku szwoleżerów Gwardii Napoleona, poległego pod Somosierrą, Łuszczewscy, Jankowski, Konopkowie, Kossowski, Rostworowski, Piotrowski, Zawadzki, Lewartowski byli prawnukami napoleońskich żołnierzy. Sierkiejewicz, Kisielnicki, bracia Moszyńscy i wielu innych wnukami powstańców z 31 i 63 roku. Poza tym, jako kadra przyszłej kawalerii polskiej, uważaliśmy za konieczne podtrzymanie tradycji dawnej jazdy polskiej. Lektura dzieł Sienkiewicza i Żeromskiego znalezionych w jakimś opustoszałym dworze i krążących po szwadronie a odczytywanych po raz dziesiąty w życiu nie były bez wpływu na nastrój całego oddziału. Zwartość wewnętrzna szwadronu a więc poczucie: jeden za wszystkich – wszyscy za jednego – było bardzo silnie rozwinięte w nas. Pójść w ogień za swym dowódcą – było to samo przez się zrozumiałą i oczywistą rzeczą. Może właśnie ta wyjątkowa silna łączność i to przekonanie o zupełnej odrębności szwadronu spowodowała szkodliwą przesadę. Stosunek do bratniego 3-go szwadronu w dywizjonie nie był dobry. Wzajemna niechęć, brak zgrania, boczenie się, pewna zawiść – dzieliła te dwa wypróbowane i równie zasłużone oddziały. Rotmistrz Wąsowicz nie łagodził tych różnic – owszem podkreślał je: po forsownym marszu 2-go szwadron szedł na kwatery, 3 na placówki, przy rozsyłaniu patroli ciekawsze dawał swoim podkomendnym szwadronowym, mniej efektowne, a odleglejsze, a więc dla koni uciążliwsze – 3-mu szwadronowi. Analizując ten stosunek z perspektywy 20 lat czasu, dochodzę do przekonania, że nie pójście 3- szwadronu w drugiej fali do szarzy, co mogło mieć decydujące znaczenie – było w pewnej mierze następstwem, braku zwartości wewnątrz dywizjonu. Jest w tym poważna nauka na przyszłość dla dowódców, którzy zachowując właściwe dowództwo nad swym dawnym oddziałem obejmują zarazem komendę nad drugą podobną jednostką. Nierównomierne traktowanie może się zemścić. Zatrzymanie 3-go szwadronu miało jeszcze inne, psychologiczne powody. Kawaleria legionowa nie miała regulaminu musztry, ani służby polowej. Próby ułożenia go wzorach regulaminu austriackiego przez nasz szwadron a na wzorach rosyjskiego przez szwadrony Beliny przerwały się ciągłych marszów i działań bojowych. W ciągu dziewięciu miesięcy wystarczyły nam najprostsze komendy: Z konia, na koń, czwórkami, stepem, kłusem, marsz, rozwinięty, w tyraliery. To tez żadnych ćwiczeń w musztrze szwadron, a tym bardziej dywizjon nie prowadziły. W chwili szarży musiał rotmistrz wydać komendę dla dywizjonu. Zawołał: ” 2- gi szwadron do szarży, 3- ci w rezerwie- szable w dłoń – marsz –marsz!’. Miał zapewne na myśli austriacką ”Reserwekolonne”, a wiec to, co dziś nazywamy „drugim rzutem”. Dowódca 3-ciego szwadronu, por Rabiński zrozumiał ją w sensie używanym dotychczas, jako pozostanie w odwodzie.
       Drobny ten szczegół, mający tak poważne następstwa rzuca ciekawe światło na tak często poruszaną jednolitość doktryny i regulaminu. Właśnie w chwilach walki, gdy umysł pracuje normalnie, a tylko odruchowo, znaczenie komendy nabiera ogromnego aloru.
       ad 4. Szwadron 2- gi wierzył w swą szczęśliwą gwiazdę. Miał do tego wszelkie prawo. Choć brzmi to anegdotycznie i przyjęte będzie z niedowierzaniem, jednak jest faktem, że nie schodząc z frontu od października i biorąc udział we wszystkich bitwach 2- giej Brygady Legionów miał szwadron do Rokitny: jednego zabitego a mianowicie ułana Maciejowskiego na patrolu pod Bruszturą w styczniu 1915 roku. Co prawda rannych było kilkunastu, kilkanaście koni zabitych kulami, zmarłych z chorób trzech, czy czterech – ale poległych jeden. I pomimo kilkudziesięciu ostrzelanych patroli, przeżytego otoczenia ze wszystkich stron, ciągłych walk w straży przedniej lub w osłonie odwrotów. Patrząc na duże straty oddziałów Brygady, która pod Mlotkowem straciła 200 zabitych i 1000 rannych, z pod Zadoborówką 200 rannych i zabitych, wyrobiło się przekonanie „o ułańskim szczęściu” i o szczęśliwej gwieździe szwadronu i jego dowódcy. 3-ci szwadron miał zresztą również do tej chwili jednego zabitego- ułana Jaworskiego na patrolu pod Nowymi Maniowcami. Traf chciał do tego, na patrolach obu zakończonych śmiertelnymi stratami dowodzili świeżo przybyli z etapów oficerowie (ppor. Lempicki i rtm. Kordecki). Cóż, więc dziwnego, że przesąd tak często spotykany w psychologii frontowej – głosił o szczęśliwej gwieździe „starej wiary”.
       ad 5 Ambicja dokonania wybitnego czynu była psychologicznym następstwem przeżytych wrażeń. 2-gi szwadron rozpoczął swą wojnę od sienkiewiczowskiej wprost bitwy pod Cucyłowem. Zaskoczenie całej brygady kozackiej z artylerią na głębokich tyłach, początkowa szarża, potem walka piesza w opłotkach i odparcie trzech szarży kozackich, otoczenie, zapowiedź klęski, brak amunicji, a potem nagły odskok Rosjan i poczucie zwycięstwa – oto niecodzienne przeżycia oddziału. A potem … dziewięć długich miesięcy marszów, kontr marsów, drobnych patroli, dniami całymi wystawanie pod ogniem artylerii bez żadnego zajęcia, walka pozycyjna w okopach, a zaledwie kilka jasnych widocznych dla prostego ułana sukcesów. Wojna przedstawiała się, jako bardzo męcząca i szarpiąca nerwy kampania bez śladu rozmachu i poezji, której zakosztowaliśmy w pierwszej naszej bitwie. Myślę, że podobne uczucia miał żołnierz Napoleoński, który tygodniami i miesiącami „szedł do bitwy” i marzył o tym, kiedy się ona rozegra, dając mu najwyższa nagrodę – poczucie zwycięstwa. W czasie ostatniej ofensywy z nad Prutu szwadrony już raz wezwane były do pościgu. Ruszyliśmy ostrym kłusem przez świeżo zdobyte pasmo okopów, dojechaliśmy do Sadogory…i na tym się skończyło. Żołnierz szuka silnych wrażeń, czuje żal, gdy wysiłek jego nie zdaje się na nic.
       Gdy więc w trzy dni potem rotmistrz wracając ze sztabu rzucił rozkaz „ do wsiadania!” i skierował konia na pozycje nieprzyjaciela – odczuwaliśmy wszyscy, że zanosi się na coś poważnego. I na myśl o tym przejęli się radością! Ostatnim wreszcie motorem szarży była odwaga zbiorowa i osobista ułanów. Po tylu miesiącach wojny na froncie wytrwali tylko ochotnicy, który chcieli się bić. Charakter formacji Legionowej dawał aż za dużo sposobności do ukrycia się bezpiecznego poza frontem. Różne stanowiska „ reprezentacyjne”, polityczne przy Naczelnym Komitecie Narodowym, po komendach miast i etapów, po adiutanturach – pełne były legionistów, którzy front znali z opowiadań.
       To, co w czerwcu zostało na linii w sumie 2000 szabel i bagnetów z pierwotnych 12000 – to był żołnierz pełnowartościowy. A z takim żołnierzem jak wiadomo ważyć się można z widokami na wszystko! Odczuł to szef Brygady i rzucił szwadron - na zdobycie okopów. W tak scharakteryzowanym oddziale rzucenie się naprzód li tylko dla wykonania karnego rozkazu nie wchodziło w rachubę. Po prostu trudno sobie wyobrazić by którykolwiek z tych ułanów uchylił się od pójścia za dowódcą. Jest to karność –starej gwardii.
       Jakie wnioski wysunąć można z tych psychologicznych rozważań?By wychować pełnowartościowego żołnierza trzeba:
- dać mu ideę, jako cel wojny;
- wpoić w niego zasadę, że przeżyć klęski nie warto, a odnieść zwycięstwo – to największe szczęście żołnierza;
- rozbudzić w nim chęć do walki wręcz;
- szerzyć braterstwo broni w oddziale i poza oddziałem;
- dać mu dzielnych dowódców i dbać o autorytet rozkazu;
- umieć szanować siły żołnierza i jego życie, bo gdy przyjdzie chwila, pójdzie w ogień za dowódcą
- nie trzeba żądać odwagi.


NIEKTÓRE EPIZODY WALK JAZDY WOŁYŃSKIEJ PŁK. KAROLA RÓŻYCKIEGO W KORPUSIE GEN. SAMUELA ROŻYCKIEGO W 1831 R


Hanna Irena Rola Różycka


        Autor Książki p.t. Generalicja Powstania Listopadowego 1830 i 1831 roku” Marek Tarczyński - pisze o generale Samuelu Różyckim: „Znany był ze swej wrodzonej skromności oraz poczucia honoru i obowiązku żołnierskiego. Człowiek wykształcony i spokojny, gorliwy syn ojczyzny”. „Lubiany przez młodszą Kadrę oficerską i przez żołnierzy".
        W schemacie władz i urzędów Królestwa Polskiego z 1830 r. wśród Komisarzy delegowanych do woj. Krakowskiego wymieniony jest Samuel Różycki, jako nadzwyczajny Komisarz obwodu stopnickiego. Jest odznaczony orderem Św. Stanisława 3 Klasy, polskiego wojskowego Krzyża Kawaleryjskiego (orderem francuskim Legii Honorowej oraz Krzyżem Złotym Virtuti Militari (s. 565) nadanym w 1808 r.
        Adam Mickiewicz w XII Księdze Pana Tadeusza w scenie próbowania scyzoryka Rębajły ma na myśli Samuela Różyckiego:
        "Próbowali go wszyscy, ale ledwie który
        z oficerów mógł podnieść ten rapier do góry.
        Mówiono, że Dębiński, sławny ręki siłą,
        Podźwignąłby tablice, lecz go tam nie było.
        Z obecnego zaś szwadronu Dwernicki i dowódca plutonu
        porucznik Różycki potrafili obracać tym żelaznym drągiem.
        I tak rapier na próbę szedł z rąk do rąk ciągiem”.
        Gen. Samuel Różycki urodził się 6 sierpnia 1784 roku w Zagorzycach, ojciec Michał - matka z Wołk - Łaniewskich. Był potomkiem linii bossowskiej Rola-Różyckich. Podobnie jak gen. Karol Różycki nie ma dokładnych wiadomości z dzieciństwa i lat młodości. Jedynie wiadomo, że kształcił się w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1806 roku był żołnierzem w pułku gen. Męcińskiego, następnie adiutantem gen. Sokolnickiego w kampanii pruskiej. Podczas oblężenia Gdańska zostaje ranny. W Kampanii 1809 roku awansuje na stopień podporucznika, a następnie w stopniu kapitana jest adiutantem gen. Gordona. W tym okresie zostaje odznaczony złotym Krzyżem Virtuti Militari. Będąc w służbie generała Jana Henryka Dąbrowskiego pełni funkcję w sztabie III Legii. Z rozkazu Księcia Józefa Poniatowskiego przygotowuje akcję zbrojną w Wielkopolsce.W 1812 walczy w stopniu majora w 3 Pułku Piechoty pod Smoleńskiem, Możajskiem, Czernihowem, Moskwą i Berezyną. Tu otrzymuje Order Legii Honorowej i należy do pierwszych dowódców, którzy wkroczyli w mury Moskwy.
        W 1813 roku z armią polską walczy w Saksonii, biorąc udział w bitwie pod Lipskiem, gdzie ranny dostaje się do niewoli. W 1815 roku wraca do Krakowa, awansując na stopień podpułkownika. Źródła historyczne podają, że nie przyjął od cara awansu na pułkownika i otrzymał dymisję z wojska. W 1830 roku po wybuchu powstania - w dniu 29 listopada sformował 9 Pułk Piechoty Liniowej i wyruszył z Krakowa na obronę Warszawy. W Potyczy nad Wisłą pułk ten wszedł w skład komendy gen. Juliusza Bielińskiego. W czerwcu 1830 roku gen. Ignacy Prądzyński wydał rozkaz Samuelowi Różyckiemu rozpoznania położenia wojsk nieprzyjacielskich w okolicach Kocka. 13 czerwca płk Samuel Różycki zajął Kock, biorąc jeńców. Po wycofaniu się z Kocka dołączył do gen. Macieja Rybińskiego.
        Po tej wyprawie gen. Skrzynecki mianował go dowódcą oddziału liczącego 900 bagnetów i dwa działa z zadaniem wyprawy partyzanckiej na Litwę. Celem tej wyprawy było rozbijanie oddziałów nieprzyjacielskich oraz tworzenie nowych oddziałów piechoty i jazdy. Generał Samuel Różycki wykazał się zręcznym wypadem na Drohiczyn i Siemiatycze zdobywając tam broń, amunicje i umundurowanie. Przedostając się do Puszczy Białowieskiej w dniu 28 czerwca, przyłączył się do idącego z Litwy korpusu generała Dembińskiego. W dniu 6 sierpnia 1831 roku gen. Józef Skrzynecki awansował oficerów, którzy wrócili entuzjastycznie witani w Warszawie. Wówczas płk Samuel Różycki otrzymał nominacje na generała brygady. Obydwaj generałowie Henryk Dembiński i Samuel Różycki zostali odkomenderowani z armii polowej.
        W tym czasie gen. Józef Skrzynecki ustanowił jednolite dowództwo dla woj. Krakowskiego, Sandomierskiego i Kaliskiego, mianując dowódcą gen. Samuela Różyckiego, któremu były podporządkowane terytorialne władze wojskowe. Generałowi Samuelowi Różyckiemu powierzono dowództwo korpusu.
        O swoich działaniach wojennych gen. Różycki pisze w swoim utworze p.t. „Zdanie sprawy narodowi z czynności roku 1831” - wyd. w Bouges, P. Souchois. Jako utwór z literatury batalistycznej jest wysoko cenioną pozycją wśród historyków powstania. Naczelnym zadaniem korpusu gen. Samuela Różyckiego w sierpniu 1831 roku było prowadzenie walk na tyłach armii feldmarszałka Paskiewicza - zorganizowanie linii obrony Wisły przeciwko gen. Rüdigerowi. W tym czasie gen. Samuel Różycki miał pod rozkazami swój oddział z Litwy oraz przeszło trzy tysiące żołnierzy, dwa działa. Kolejno odnosił zwycięstwa pod Iłżą, Chodczą Górną i Lipskiem. Działania jego skutecznie niweczyły plany Rüdigera niepozwalające mu na działania zaczepne w okolicach Radomia. W kampanii gen. Samuela Różyckiego walczył pułk Jazdy Wołyńskiej dowodzony przez płk Karola Różyckiego.
        Gen. Samuel Różycki dowódca sił zbrojnych trzech województw - krakowskiego, sandomierskiego i kaliskiego w swoim utworze p.t. „Zdanie Sprawy Narodowi z czynności 1831 roku”, wyd. w 1832 r. poz. 1 w Bourges, na str.17 pisze: ”W Opatowie zastałem Trzy Szwadrony Jazdy Wołyńskiej Pułkownika Karola Różyckiego mocne 450 konie z któremi z Wołynia obszedłszy 132 mil do Zamościa się dostał. Trzy kompanie strzelców celnych Sandomierskich Grotusa, mocne głów 270, batalion legii Litewsko-Ruskiej pułkownika Kwiatkowskiego mocny głów 260, Kompanią Legii Nadwiślańskiej pieszey kapitana Hanowskiego mocną 46 głów. - (str. 18) - Równo ze świtem 8 sierpnia napadł patrol nieprzyjacielski na spoczywającego, zewnątrz widet kpt. Horaina i kpt. Dunina…” - 9 sierpnia – „Dnia tegoż, około południa ruszyłem z Iłży ku Radomiowi dla złączenia się z Obuchowiczem udającym z Warszawy i Kalenkowskim idącym od Wisły”. „Nie będąc pewnym, czy świeży żołnierz piechoty wytrzyma w czworakach szarżę jazdy, przekładałem przyjąć nieprzyjaciela w mieście” i natychmiast wróciłem się, zostawiwszy przed miastem pułkownika Różyckiego z Wołyńcami i batalion 22 P.L –„ c.d. opisu walk w mieście i dalej: „Pułkownik Różycki przysłał do mnie, czy nie może zmienić pozycji na dogodniejszą, kazałem mu powiedzieć, że trzysta kroków na przód lub tył nie robi mi różnicy rozporządziwszy – (str. 19) – piechotę w mieście udałem się zaraz do niego a spostrzegłszy zbliżający się jeden pułk dragonów nieprzyjacielskich przebywający wąwóz, a drugi stojący w asekuracji chciałem wesprzeć jazdę Różyckiego czworobokiem, batalionu pułku 22 P.L. na ten koniec tam zostawionym, lecz w tej chwili, jak gdyby na jedną komendę, obydwie kawalerie szarżę do siebie przypuściły. – Nieprzyjaciel krzyknął Hura, Wołyńcy w jeden szereg ustawieni Sława Bohu, a gdy się zbliżyli na paręset kroków obydwa dowódcy naprzód się wysunęli, jak gdyby walka wodzów, los walczących stanowić miała. Zwarły się konie dowódców, ich tylko szczęk pałaszów dał się słyszeć, w tym hasło zwyczajne wołyńców Sława Bohu. Znowu zabrzmiało, i pęd ich koni ożył; Nasz dowódca zsadził z konia przeciwnika swego, a garstka mężnych dokonała zwycięstwa, uderzyła w skrzydło frontu nieprzyjacielskiego, złamała go i w wąwóz cały pułk wpędziła. Przywołał natychmiast pułkownik asekuracyjny szwadron i ścigał przeszło pół mili tych, którzy zdołali z wąwozu konno wydobyć się. Wszędzie trupa kładziono, po kilkakroć nieprzyjaciel formował sie i zawsze był łamany, konie nieprzyjacielskie, jak reymoty po polach biegały, a w kilkanaście dni po zaroślach i odległych polach jeszcze … znajdowano … w tej utarczce poległych”. „Z naszey strony, strata w rannych tego dnia była 22, sam nasz dowódca lekko pałaszem ranny i koń Jego, zabitych mieliśmy 13, dostało się w moc naszą dragonów 83ech, i Major Hening; „przeszło 100 pogrzebano”… … między temi półkownika poległego od naszego Dowódcy, rannych zaś 40 wozów w tył odesłano. Odtąd Wołyńcy, młody żołnierz na małych koniach byli postrachem dla Rosyan, zsiwiałego w szeregach żołnierza, i na - rosłych koniach, odtąd pytał się nieprzyjaciel tylko o białe czapki.
        W godzinę po bitwie z Iłży ruszyliśmy do wsi Pękasławia, dążąc ku Radomiowi, dla złączenia się z podpółkownikiem Kalinowskim idącym od Puław”… – 11 sierpnia Radom, Przytyk, Zakrzewo zostały zajęte przez nieprzyjaciela. - (str. 20) „Dnia 11 sierpnia w południe przyszliśmy do wsi Zakrzewa, gdzie spotkaliśmy kilkunastu kozaków, których nie zdołaliśmy schwytać”. Tam kazałem spocząć piechocie – a zostawiwszy komendę półk. Kwiatkowskiemu sam z adiutantem Januszewiczem i oddziałem jazdy Wołyńskiej udałem się do wsi Zameczek, dla rozpoznania tam przeprawy przez rzekę błotną, a Różyckiego z zresztą jazdy posłałem do Przytyka. Ledwo że dojechałem do tey wsi, Az tu dają znać, że nieprzyjaciel atakuje Kwiatkowskiego, pośpieszyłem więc i iuż zastałem zwinięty obóz i cofającego się Kwiatkowskiego przed korpusem xsięcia Wittemberskiego”. Dalej następuje opis starcia w wyniku którego przy wparciu szwadronów Wołyńców książę Wittemberski wycofuje się z pod Przytyku. Walka zakończyła się w nocy – i w nocy Gen. Samuel Różycki stanął w Przytyku.
        Doszła wiadomość, że 60.000 armia Paszkiewicza ciągnie na Warszawę, a gen. Rüdiger udaje się przez Suchedniów do Końskich i drugie skrzydło udaje się prze Iłżę do Radomia – a trzecie skrzydło zmierza do Gnieszowa. W dalszym ciągu następują kolejno po dobie postępujące akcje wojskowe, przegrupowanie – wymieniane są miejscowości Przytyk, Gniewoszów, Radom, Opatów, Suchedniów, wreszcie Odrowąż i Końskie, Kielce oraz Szydłowiec. Pod Miniowem – wspierali siły gen. Samuela Różyckiego strzelcy Krakowscy – Tam, w dniu odebrania i analizowania raportów wojska piesze odpoczywały – a Wołyńcy i Szwadron kaliski zmieniały konie. – Pod Przysuchą do akcji zlewnej Pułkownikowi Kuszlowi, który okazywał się bydź aż do zuchwalstwa śmiałym, nie posunął się za daleko, dodałem mu półkownika Różyckiego z Wołyńcami, aby Go wstrzymał”… - (str. 24) „Kuszel zamiast wyruszyć o 10 w nocy, wyruszył o 2-ej po północy, bo robił testament” zamiast od razu uderzyć na placówkę…rozpuścił flankierów, a sam z całym oddziałem uszykowanych do boiu został w tyle, nie pozwolił nawet ochoczym Wołyńcom atakować, daiąć powód, aby piechota stojąca o pół mili nie wzięła im tyłu”. Tym czasem nieprzyjaciel miał czas do uformowania się – Już potym minęła chwila korzyści”. – „Przyszli więc wszyscy sztabsoficerowie, powiadomieni żądaniem ogółu oficerów, jakoto półkownik Kwiatkowski, Różycki i podpułkownik Jutrzenka, Chmielewski, Rusiecki, Szumski i kapitan artylerii Bartmiński, z oświadczeniem, że nie mogą robić służby z półkownikiem Kuszlem z przyczyny nadużyć jakich się dopuścił”… - (str. 30) – 4 września – „ruszyliśmy ku Radomiowi … Prawie wszyscy Wołyńcy siedzieli iuż na koniach dragońskich, daiąć swoje biednym wieśniakom, a szczególniey mieszkańcom Iłży, którzy tym większą wzbudzili litość, że nie żałowali straty poniesionej przy pożarze, oświadczając: „Prawda żeśmy wiele stracili, ale iak się nasi bili? - (str. 31) Potem jak będzie oyczyzna, to wszystko będzie, mamy las, mamy ręce, to się wybudujemy”. – Prezes Rządu Krukowiecki wydał rozkaz gen. Samuelowi Różyckiemu m.in. niszczenie na tyłach nieprzyjaciela, zrywanie mostów. Wszelkie akcje dywersyjne wszędzie brały udział Oddziały Wołyńców. - (str. 35) – Było to w Ciepielowie – we wsi Luciny, pod Janowcem. - (str. 36) „Opuściliśmy więc dnia 10 równo ze dniem Janowiec, a półkownika Różyckiego z Wołyńcami wysłałem do Solca. Niebezpieczna sytuacja pod Chodczą ominął półkownik Różycki – „Usłyszawszy huk dział, wrócił się z drogi na czas bitwy”. „W tey przeprawie, ponieśliśmy stratę zabitych, rannych, wziętych do niewoli do 300 ludzi, lecz nieprzyjaciel utracił niemało. Tam generał Rüdiger poznał, iakim duchem tchnie nasz żołnierz”. Pod Wolą Solecką położenie nieprzyjaciela było korzystne. - (str. 37) „Udałem się ku miasteczku Lipsku, … sam zaś zostałem z batalionem p 22 P.L. z dwiema działami, iazdą Wołyńską i legią Litewsko-Ruską konną, dla wstrzymania nieprzyjaciela. - Dowódcy i officerowie krzyczeli naprzód, a żołnierze Hura a wszyscy w miejscu stali – bo widzieli przed sobą mężnych Wołyńców”… - (str. 38) c.d. opisu akcji: „tym sposobem po krótkim ogniu strzelców Grotusa, którego znowu wspierał batalion pułku 6 S.P. – zasłaniany przez 2 działa ustawione przez półkownika Różyckiego na górze pod wsią Lipą, stanęliśmy późno w Rzeszowie, z kąd rano 11 wyruszyliśmy do Grabowca”. - (str. 39) - Tymczasem pod Iłżą w lesie gen. Samuel Różycki jak sam opisuje otrzymał pismo od gen. Tolla skierowane do gen. Rüdigera w którym obnosi o poddaniu Warszawy, „Żołnierze donosi nam nieprzyjaciel o wzięciu Warszawy i proponuje nam abyśmy broń złożyli”. Jesteście tego zdania? „Nie skończyłem słów ostatnich, wszyscy krzyknęli „nie”, - „Wykrzyknąłem: Jeszcze Polska nie zginęła!. W dniu 12 września przybył do Naczelnego Wodza kapitan Nieszkoć, z następującym otwartym rozkazem nr 8751. W Kwaterze Głównej w Modlinie. Dnia 9 września 1831 roku Naczelny Wódz Siły Zbrojnej Narodowey. J.w. Do gen. Brygady Różyckiego „- o zawieszeniu broni – iż wskutek zawieszenia broni przy Ewakuacji Warszawy następionego, kroki nieprzyjacielskie Do dalszego rozkazu ustaią”. Uprzedzam J.W. Generała, iż Generał Krukowiecki złożył Urząd Prezesa Rządu Narodowego, i żadnego teraz w końcu nie posiada urzędu”. Podpis: „Małachowski – generał. i dalej cytuję: - „aby zawieszenie broni nastąpiło natychmiast i nie było przerywane, aż w razie gdy poruszenie Woysk nieprzyjacielskich do tego zmuszą”. - (str. 41) „Warunki zawieszenia broni generał Różycki upoważniony jest zawrzeć takie, jakie mu najsłuszniejszymi zdawać będą”. „Kapitan Nieszkoć” Tak oto Powstanie 1831 roku zakończyło się pomimo jeszcze wielu prób przemarszów i przegrupowań oddziałów wojskowych. W swoich końcowych uwagach gen. Samuel Różycki wysnuwa następujące wnioski:
1. Bezprzykładne poświęcenie się w walce naszego narodu uwieńczone byłyby dziełem zwycięstwa gdyby dyrektor Powstania więcej liczył na siłę moralną narodu niż na układy.
2. Gdyby Gen. Skrzynecki – Wódz Naczelny Powstania nie liczył na obcą interwencję – byłoby to korzystniejsze dla sprawy polskiej.
3. Bezczynność wojsk skupionych wokół Warszawy oraz brak wsparcia dla Litwinów, Żmudzinów, Wołyńców, Podola i Ukraińców również przyczyniło się do niepowodzenia.
        Również pisze, że „obecność dumnego, chytrego człowieka na Czele Rządu” było przyczyną upadku Powstania.
Ze wspomnień Henryka Bogdańskiego „Pamiętnik Henryka Bogdańskiego” wyd. 1902 we Lwowie. Są to fragmenty opisanych walk Korpusu Gen. Samuela Różyckiego i oddziału Jazdy Wołyńskiej płk Karola Różyckiego pod Chodczą, Wolą Solecką i Lipskiem. W tym czasie, gdy Wołyńcy nie doszedłszy do Solca odpoczywali na postoju w lesie z batalionem Strzelców Sandomierskich Grothusa zauważono zbliżającą się kolumnę wojsk moskiewskich. Pułkownik Karol Różycki natychmiast wyruszył ze strony Chodczy w stronę Woli Soleckiej, dając rozkaz Strzelcom osadzenie lasku na drodze z Chodczy do Woli Soleckiej. W celu złączenia z korpusem.
„Wołyńcy przybyli na sam czas jak gdyby z ułożonego naprzód planu…” Płk Wendorf powiadomił gen. Samuela Różyckiego, że nieprzyjaciel zagraża prawemu skrzydłu. Wołyńcy ukazując się Moskalom z niespodziewanej strony, przerazili Moskali, którzy bojąc się zasadzki i znacznych sił polskich wstrzymali pogoń. Korpus bez przeszkód dotarł do Woli Soleckiej, straż tylną oddziałów stanowiła Jazda Wołyńska. Cytat: „Kiedy jeden szwadron Wołyńców Karola Różyckiego wszedł do miasta – rozległ się krzyk, nasze działa biorą! Natychmiast wyprowadził Różycki swój szwadron za miasto, rozpędził moskiewskich harcowników nacierających w nieładzie na naszą artylerię i rozwinął go na drodze przed miastem, jenerał zaś spostrzegłszy przybywania świeżych dział nieprzyjacielskich postawił resztę Wołyńców w miejscu zajmowanym dotąd przez piechotę dla wspierania artylerii.” „Kartacze wyrywały Wołyńców na drodze stojących, bo gdy jazda nieprzyjacielska na nich nacierać nie chciała, wojowali Moskale tylko przewagą dział.”
        „Nie daleko szwadronu Wołyńców stał przerzedzony szwadron Jazdy Podlaskiej, bez oficerów, którzy częścią wyginęli…” Młodszy oficer tego szwadronu – zwrócił się do pułkownika Karola Różyckiego aby dał swoich oficerów. Zbliżył się płk Karol Różycki do szwadronu i ustanowił nowych dowódców z kadry podoficerskiej szwadronu, pozostawiając na miejscu swego adiutanta. Tak przyłączony szwadron Jazdy Podlaskiej nie chciał się odłączyć od Wołyńców. „Drugi szwadron Jazdy Podlaskiej stał także obok innych dwóch szwadronów Jazdy Wołyńskiej, które strzegły naszej artylerii. Gdy na lewym skrzydle, mimo silnego działowego ognia nieprzyjacielskiego i wielu zabitych i rannych panował zupełny porządek utrzymywany przez pułkownika Karola Różyckiego, prawe skrzydło naszego korpusu było w wielkim zamieszaniu.” Henryk Bogdański dalej wspomina: „Gdy częściami występowały coraz nowe szwadrony moskiewskie, dwa szwadrony Wołyńców, które zasłaniały działa, prosiły jenerała o pozwolenie natarcia na nie, ale jenerał nie zezwolił i rozkazał cofać się, sam nie opuszczając tyralierów. Cofanie odbywało się w największym nieporządku, bo piechota i jazda darły się porozrywane na części do miasta, gdzie wszyscy razem dostać się chcieli, nie przestrzegając kolei i środków ostrożności. Piechota nie tylko szła drożyną między opłotkami od cegielni i stodół, gdzie stała na prawem skrzydle, ale pościła się także na lewe skrzydło ku głównej drodze, gdzie był Karol Różycki ze swoim szwadronem. Gdy i artylerya na główną drogę zjechała, nie ruszył się Karol Różycki z miejsca ze swoim szwadronem i ze szwadronem jazdy Podlaskiej, ale kazał się rozstąpić piechocie, aby przepuścić działa. Inne zaś dwa szwadrony Wołyńców, z drugim szwadronem jazdy Podlaskiej, na prawem skrzydle szły drożyną od stodoły kłusem ku miastu. Jazda nieprzyjacielska widząc taki nieporządek na naszem prawem skrzydle, puściła się za niem w pogoń z kilkoma działami. Zaczęła się żwawa utarczka; część piechoty, która nie zdążyła jeszcze do miasta, formowała się kupkami w czworoboki i tak bezpieczniejsza od natarcia konnicy wchodziła powoli do miasta, odstrzeliwując się ciągle, a (dwa szwadrony Wołyńców ze szwadronem jazdy Podlaskiej obróciły się ku nieprzyjacielowi i dopóty się mu opierały i wstrzymywały go, dopóki jazda, będąca w mieście i piechota nie wyszły przeciwną stroną z miasta. Jednak wielu zginęło tu, tak z piechoty, jak z jazdy, a kilkudziesięciu dostało się do niewoli. Garstka ta piechoty i te trzy szwadrony, odpierając napady, cofnęły się do miasta, dokąd weszli także Moskale z prawej strony. Na lewem skrzydle, gdy harcownicy moskiewscy już wpadli do miasta, rozkazał Karol Różycki cofać się obydwom szwadronom Wołyńców i jazdy Podlaskiej. Moskale wybiegali na nich już w mieście z pałaszami w ręku, ale odpędzeni lancami, nie śmieli natrzeć silniej, tylko kartacze wyrywały naszych. Na końcu miasta był i most na rzece, który przejść było potrzeba. Wojsko nasze z miasta i z prawego skrzydła już go przeszło, tylko szwadrony lewego skrzydła zbliżały się ku niemu przez miasto, w którem już był nieprzyjaciel. Aby więc zapewnić przejście, rozkazał Karol Różycki kilkunastu strzelcom Sandomierskim, którzy byli także na lewem skrzydle i cofali się razem ze szwadronem, obsadzić skrajne domy i odpierać cisnących się ku mostowi Moskali. Przeszło więc tym sposobem i całe lewe skrzydło przez most za miasto. Gdy się wszyscy za mostem zgromadzili, a nie widzieli między sobą jenerała Różyckiego, rozeszła się w korpusie wieść, że jenerał zginął; ponieważ zaś dowódca w tak niebezpiecznem położeniu był natychmiast potrzebny, zażądali wszyscy oficerowie sztabowi różnych broni od pułkownika Karola Różyckiego, aby objął dowództwo; on też bez wahania stanął na czele korpusu. Teraz Karol Różycki już wedle swej myśli wydawał rozkazy, a myślą jego nie było cofanie się, ale wypędzenie Moskali z miasta i wyszukanie zwłok jenerała, albo wydarcie go żywego nieprzyjacielowi. Zatrzymał, więc cofające się kolumny i kazał im się odwrócić przodem do miasta. Cztery działa Kaczanowskiego i l Frezego ustawił na wzgórzu na lewem skrzydle, a szwadron konnej legii Litewsko-ruskiej w obronie dział. Szwadron jazdy Podlaskiej przeznaczył na rezerwę i umieścił za szwadronem legii Litewsko-ruskiej dodawszy mu dwa działa dla omamienia Moskali, bo działa te były popsute i nie używano ich prawie nigdy. Rezerwa ta, wysunięta z działami z za wzgórza, wydawała się jakby czoło silniejszej kolumny. Reszta jazdy, z wyjątkiem pierwszego szwadronu Wołyńców, stanęła na prawem skrzydle. W środku postawił piechotę i uformował z niej kolumny do natarcia, a pierwszy szwadron Wołyńców, przy którym sam był obecnym obrócił ku mostowi koło piechoty, dla jej zasłony. Jeszcze słychać było w mieście odstrzeliwanie się pojedynczych żołnierzy od piechoty, którzy pierwej nie zdążyli wyjść z miasta, gdy już konne kolumny moskiewskie wysuwały się ku mostowi. Nasze działa raziły je mocno i mnóstwo padło Moskali. Uderzono w bębny do natarcia i piechota nasza szła z bagnetem naprzód na most, przeciw pokazującej się piechocie nieprzyjacielskiej; jazda naszego prawego skrzydła poczęła przechodzić płytką rzekę i formowała się za piechotą. Moskiewskie kolumny wstrzymały się, lecz gdy nasza piechota już przeszła most natarła na nią konnica moskiewska, której miało być 10 szwadronów. Piechota odparła ją strzałami i bagnetem; konnica powtórzyła natarcie i znowu została odpartą, mocno napierana z boku przez jazdę naszą. Moskale cofnęli się do miasta, a jazda nasza z prawego skrzydła otrzymała rozkaz iść w lewo po za miasto, dla niepokojenia Moskali, którzy już zaczęli miasto opuszczać. Gdy tak piechota nasza wykraczała do miasta, konnica już miasto z lewego boku obiegła, a działa nasze inne, odpowiedniejsze dla rażenia Moskali wychodzących z miasta, zajmowały stanowisko, położenie w okamgnieniu tak się zmieniło, iż nieprzyjaciel się cofał, a korpus nasz szedł do natarcia; wtem nagle zjawił się jenerał Różycki na czele swoich tyralierów, z którymi będąc odciętym, przerżnął się do korpusu po rozpaczliwej walce. Kochało wojsko jenerała i gdy go zobaczyło, powitało najserdeczniej i z największem uniesieniem jenerał objął napowrót dowództwo i pochwalił to natarczywe wyparcie Moskali z miasta, głównie z tego powodu, że korpus spokojniejszy będzie miał odwrót. Jednak dla bardzo przeważającej liczby dział moskiewskich, którym jedynie nieprzyjaciel zawdzięcza korzyści dnia tego i z powodu mocno już przerzedzonych szeregów naszych bo w dniu tem pod Chotczą i pod Lipskiem prawie czwartą część stracił nasz korpus uznał za niestosowne dalsze nacieranie i zatrzymał atakujące kolumny. Huk dział z obu stron trwał jeszcze czas jakiś, jeszcze nieprzyjaciel próbował nowego natarcia, widząc już rzeczywisty nasz odwrót, ale czworobok batalionu 22 pólku piechoty liniowej pod dowództwem kapitana Gąsiorowskiego wspierający jazdę, tudzież ogień celnych strzelców Grothusa, wspieranych przez batalion 6 półku strzelców pieszych i dwa działa, ustawione na górze pod wsią Lipa, wstrzymały te zapędy, a korpus nasz rozpoczął dalsze cofanie się, ścigany jeszcze wprawdzie przez Moskali, ale już bez natarczywości i tylko przez Dońców, którzy pochodowi naszemu z daleka towarzyszyli.
        Jenerał Różycki w walce tej pod Lipskiem żadnego nie doznał uszkodzenia, lecz pułkownik Karol Różycki otrzymał lekką kontuzję w szczękę. Rudiger mówił później parlamentarzowi naszemu, że w tym dniu miał dwóch dowódców półkowych ciężko rannych, ale ilości całego ubytku swojego korpusu nie chciał wyjawić.
        Resztki naszej pieszej legii Litewsko-ruskiej i celnych strzelców Podlaskich, tudzież kompanii strzelców Nadwiślańskich, rozbitych pod Chotczą szły stamtąd, prowadzone przez majora Szumskiego lasami, okrążając z daleka pochód Rudigera, goniącego za naszym korpusem. I tak manowcami, nałożywszy kilka razy więcej drogi i odpocząwszy raz wśród dnia, przyszliśmy już wieczorem do Lipska, po ukończonem już tam krwawym starciu, po odejściu stamtąd naszych nieprzyjaciół. W mieście nalegano na nas, abyśmy jak najprędzej szli dalej, bo niebawem mogli tam wpaść Moskale, a my byśmy się dostali w ich ręce, bo było nas za mało, abyśmy skuteczny mogli stawić opór. Odeszliśmy też wskazaną nam przez mieszczan drogą i już w późną noc złączyliśmy się z korpusem, zbliżającym się do Rzeczniowa, w odległości dwóch mil od Lipska.”



        Uwaga: w tekstach cytowanych zachowana została oryginalna pisownia
        Źródła:
1.Bitwa Lipska 10 września 1831 r. Ostatnia bitwa Powstania Listopadowego, Wyd. Tow. Przyjaciół Ziemi Lipskiej – „Powiśle” w Lipsku, Polsko Amerykańska Fundacja Wolności w 180 Rocznicę Bitwy.
2.Bogdański Henryk: cytaty ze Wspomnień Henryka Bogdańskiego – Zbiór Pamiętników, Lwów 1902
3.Dąbrowski Witold: Kampania gen. Samuela Różyckiego w woj. Sandomierskim i Krakowskim 7.08.-28.09.1831 roku, Biuletyn Kwartalny, Radom, T.N. 1980, z. 4, s. 10-18.
4.Gocel Ludwik: Powstanie Listopadowe i Wielka Emigracja, Katalog zbiorów, T. I, s. 192, T. II, s. 113, 117, 118, 175, 185,198.
5.Hahn Wiktor: Anna Różycka (1818-1856, Kraków 1929, odb. Przeglądu Powszechnego (tamże drukowane), s. 7 (ze zbiorów Ludwika Gocla).
6.Herbarz szlachty polskiej
7.Kunaszowski Hieronim: Życiorysy uczestników Powstania Listopadowego, Lwów 1880, Komitet Jubileuszowy we Lwowie (50 rocznica Powstania Listopadowego), s. 61-63.68.
8. Mickiewicz Adam: Pan Tadeusz, księga XII, 304 nn.
9.Polska, jej dzieje, kultura, historia, s. 174, 193, 210, 225, 247, 257, 299.
10.Różycki Samuel: Zdanie sprawy narodowi z czynności roku 1831, Bourges, P. Souchois, 1832.
11.Straszewicz Joseh: Les Polonais et 1 es Polonaises de la Revolution du, 29 novembre 1830, Paris 1832 (portret + biografia).
12.Tarczyński Marek: Generalicja Powstania Listopdowego 1830, 1831 r., s. 49, 119 – 120, 145, 154, 156-157, 173, 210, 249, 275, 284.
13.Taylor Edward: Rolicze z Trojanowych Rożyc – Różyccy, Biblioteka Uniwersytecka - Poznań1936, s. 113-115.
14. Zacharewicz Zbiniew: Polski Słownik Biograficzny. Tom XXX I I/4, z. 135,. PAN, 1991, Inst. Historii s. 538-542.

Święto Zespołu Szkół nr 70 im.
19 Pułku Ułanów Wołyńskich w Radości
uroczyście uczczono 10 listopada 2016r.


        Tegoroczny program obchodów święta był, podobnie jak w ubiegłych latach, bogaty, interesujący i perfekcyjnie przygotowany przez dyrekcję Zespołu Szkół i dziatwę szkolną. Kolejne punkty programu zostały rozpoczęte Mszą świętą w kościele parafialnym z udziałem uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum oraz zaproszonych gości.
        Prezes Stowarzyszenia Rodzina 19 Pułku Ułanów Wołyńskich Hanna Różycka z koleżankami i kolegami byliśmy zaproszeni przez dyrekcję do udziału w tym święcie. Ponadto zaproszona została delegacja Stowarzyszenia Pamięci 19. Pułku Ułanów Wołyńskich im. gen. Edmunda Różyckiego z Opola oraz wielu innych gości, a wśród nich byli też pan Łukasz Jeziorski - burmistrz dzielnicy Wawer, pani Renata Potrzebowska – naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Dzielnicy Warszawa Wawer oraz dyrektorzy zaprzyjaźnionych szkół z Radości i Dębe Wielkiego im. WBK, a także przedstawiciele organizacji związkowych.








        Po powrocie z kościoła delegacje złożyły kwiaty przed pamiątkowym głazem poświęconym pamięci 19 PUW znajdującym się przed budynkiem szkoły. Zgromadzeni odśpiewali hymn państwowy, jako że następnego dnia11 listopada było Święto Niepodległości Polski. Ciąg dalszy uroczystości miał miejsce w sali gimnastycznej w budynku szkoły. W trakcie akademii głos zabrali pani dyrektor Monika Prochot, pani Hanna Różycka- prezes Stowarzyszenia. Pan Piotr Zdybowicz- przewodniczący delegacji z Opola przekazał paniom dyrektor Zespołu Szkół nr 70 oraz prezes Stowarzyszenia pamiątkowe proporce z rajdu konnego upamiętniającego szlak bojowy Ułanów Wołyńskich w 1939 r. Po oficjalnych wystąpieniach przeżywaliśmy występy dzieci z trzecich klas szkoły podstawowej w przedstawieniu zatytułowanym „Nasza Niepodległa”, przygotowanym pod kierunkiem pań Katarzyny Jarzyńskiej i Małgorzaty Fronczak, prowadzących koło teatralne Zespołu Szkół.
        Należy podkreślić, że aktorzy tego przedstawienia wyposażeni byli w rekwizyty wojskowe i inne, dopasowane do prezentowanych tekstów. Takim oto wstępem rozpoczęło się to przedstawienie:
        „Każdy z nas rodzi się w jakiejś ojczyźnie, wśród ludzi, którzy mówią tym samym językiem, mają podobną tradycję, troszczą się o swoją ojczyznę i w razie potrzeby jej bronią. My urodziliśmy się w Polsce, która na przestrzeni tysiąca lat przechodziła różne wydarzenia- radosne i bolesne. W 1914 roku trzy państwa zaborcze: Rosja, Prusy, Austria rozpoczęły między sobą wojnę. Wybuchła I wojna światowa. Polacy musieli walczyć w szeregach wrogich armii.”
        A takim zakończyło:
„Co rok obchodzimy tę rocznicę, która przekształciła się w święto narodowe i od 1989 roku ten dzień jest dniem wolnym od pracy i szkoły. O święcie tym powinien pamiętać każdy Polak. „
Byliśmy – podobnie jak w ubiegłych latach – zachwyceni talentami młodziutkich wykonawców oraz prezentowanymi treściami w tym przedstawieniu! Uczniowie recytowali poezję patriotyczną i odśpiewali pieśni legionowe, z muzyką w tle m.in. Chopina.
Zaprezentowane przedstawienie zasłużyło na bardzo wysoką ocenę za wykonanie, jak też za zawarte patriotyczne treści w kolejnych solowych i chóralnych śpiewach i recytacjach.
Nie będzie to zapewne tylko moja opinia, że Święto Niepodległości, a zarazem Święto Zespołu Szkół na Bajkowej, miało wyjątkowo uroczysty charakter i stało się okazją do refleksji nad naszą narodową historią. Na zakończenie, zgodnie tradycją gościnni gospodarze zaproszonych gości po uroczystościach uraczyli pysznymi pierogami.

Opracował Stefan Sarna (z wykorzystaniem materiałów dostarczonych przez panią Aleksandrę Orzeł – wicedyrektor Zespołu Szkół, członkini zarządu naszego Stowarzyszenia)

ŁOPATYN - APEL

        1. Do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego złożony został w listopadzie 2016 r. projekt odnowienia zachowanego obelisku i kwater żołnierskich na cmentarzu w Łopatynie na Ukrainie. Łopatyn znajduje się ok. 80 km od naszej granicy z Ukrainą licząc od przejścia w Hrubieszowie lub Dołhobyczowie.
        2. Według przeprowadzonej kwerendy, w okolicach Łopatyna poległo w walkach (głównie z Konarmią Stiepana Budionnego) na przełomie lipca i sierpnia 1920 r. i zostało pochowanych na tamtejszym cmentarzu 30 szwoleżerów 1 pułku szwoleżerów, 44 ułanów różnych pułków, ok. 60 żołnierzy piechoty różnych pułków i 1 artylerzysta. Polegli ułani pochodzą z następujących pułków: 11, 8, 16, 1 oraz pojedynczy z 9, 12 i 14. Żołnierze piechoty pochodzą głównie z następujących pułków: 40 pp, 105 pp, 20 pp, 12 pp. Zachowana na obelisku tablica wymienia łączną liczbę 135 żołnierzy pochowanych na tym cmentarzu.
        3. Złożony projekt przewiduje także wykonanie i umieszczenie przy/na obelisku tablicy z nazwiskami wszystkich zidentyfikowanych oficerów i żołnierzy.
        4. Ponieważ w nieco większej odległości od Łopatyna tj. 10-14 km, w ciężkich walkach z kozakami Budionnego poległa kolejna duża grupa szwoleżerów i ułanów z w/w pułków, w tym również z 5 pułku ułanów, nie jest wykluczone wykonanie osobnej tablicy wymieniającej także i tą grupę oficerów i żołnierzy poległych tam w tym okresie.
        5. Koszt odnowienia obelisku i uporządkowania kwater został wyceniony przez konserwatorów na 144 tys. zł. Wg obowiązującego aktualnie w Ministerstwie regulaminu przyznawania dotacji na takie cele, wymagany jest tzw. wkład własny organizacji, która taki projekt złożyła – jest to więc kwota ok. 30 tys. zł. Organizacją, która go złożyła jest Fundacja Mosty – która ma za sobą kilka już udanie przeprowadzonych projektów rewaloryzacji polskich zabytków na Ukrainie.
        6. Na spotkaniu w dniu 11 grudnia zwróciłem się do Państwa z prośbą o rozważenie możliwości wspomożenia tego projektu i udział w zgromadzeniu wymaganego wkładu własnego na jego potrzeby. Wszystkie ewentualne wpłaty od organizacji, instytucji, stowarzyszeń i osób fizycznych, podlegające późniejszemu szczegółowemu rozliczeniu, dokonywane byłyby na wskazane konto fundacji, którego numer przekazalibyśmy w terminie późniejszym. Prosilibyśmy jednocześnie o wstępne zadeklarowanie odwrotną pocztą, wysokości ewentualnego wsparcia na potrzeby realizacji tegoż projektu.
        7. W przypadku zrealizowania tego projektu, co planowane jest na lato/jesień 2017 r. – w przypadku przyznania na niego dotacji Ministerstwa, liczylibyśmy także na Państwa udział w uroczystym otwarciu tej odnowionej i uporządkowanej nekropolii polskich żołnierzy. Zważywszy na ilość pułków kawalerii i piechoty, których żołnierze tam polegli i zostali pochowani, może to być wspaniała patriotyczna uroczystość. Wszyscy darczyńcy, poza oczywistym honorem uczestniczenia w tym niecodziennym wydarzeniu, będą także wymienieni we wszystkich materiałach informacyjnych i medialnych, które na tą okazję zostaną wyprodukowane. Jeżeli byłoby to możliwe, to prosiłbym o przekazanie tych informacji do wszystkich innych jednostek i osób, które mogłyby być zainteresowane udziałem w tym projekcie.
       

Janusz Bielicki


        Osoby zainteresowane historią i tradycją polskiej kawalerii
a szczególnie słynnym 19 Pułkiem Ułanów Wołyńskich
z Ostroga nad Horyniem pod adresem www.ulan-wolynski.org.pl
znajdą najnowsze i archiwalne materiały z „UŁANA WOŁYŃSKIEGO”
Piszemy o walkach 19 Pułku Ułanów Wołyńskich w 1939 roku.
Przypominany walki ochotniczych formacji konnych legendarnego zagończyka majora Feliksa Jaworskiego.
Przypominamy szwadron 19 Pułku Ułanów odtworzony w 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej
Wspominamy Jazdę Wołyńską w Powstaniach
Listopadowym 1830/1831 roku i Styczniowym 1863/1864 roku.
STOWARZYSZENIE RODZINA 19 PUŁKU UŁANÓW WOŁYŃSKICH
Powołane zostało w dniu 8.10.1994 roku w celu konsolidacji środowiska oficerów, podoficerów i ułanów 19 Pułku Ułanów
oraz ich rodzin i sympatyków Pułku.



Adres i telefon kontaktowy:
STOWARZYSZENIE RODZINA 19 PUŁKU UŁANÓW WOŁYŃSKICH
Prezes: HANNA IRENA ROLA RÓŻYCKA
tel. kontaktowy: 22/604 155 422
kontakt e-mail: office@ulan-wolynski.org.pl
ul. Bajkowa 17/21
04-855 Warszawa
tel. 022-813 66 45, 022 615 73 43
Nr konta bankowego:
BZ WBK 34 1090 2590 0000 0001 2343 9257

powrót na stronę główną